Głosy ubogich

Wskaźniki statystyczne nie ukazują tego, jak wygląda życie konkretnych ludzi doświadczających ubóstwa. Za liczbami kryją się trudności życia codziennego, problemy rodzinne, osobiste niepowodzenia, niesprawiedliwości i poniżenie. Głos wyrażający bezpośrednie doświadczenie tych problemów powinien być brany pod uwagę, gdy jako społeczeństwo zastanawiamy się, dlaczego nasza pomoc nie zawsze jest skuteczna i jak ją zmienić, aby była lepsza.

W 2010 r. Polski Komitet EAPN ogłosił konkurs na pamiętniki osób doświadczających ubóstwa i wykluczenia społecznego. Wybrane z nich zostały opublikowane w niewielkiej książce pod tytułem Doświadczając ubóstwa i wykluczenia (link).

Poniżej zamieszczamy cytaty z wypowiedzi osób doświadczających problemów ubóstwa uporządkowane według kilku wątków (źródła cytatów są podane na końcu działu). Rozpocznijmy od dwóch, w których widać izolujący wpływ ubóstwa i to, że praca niekoniecznie gwarantuje nam życie bez tego problemu.

Teraz mi przyszło do zapłacenia za światło 300 złotych i z czego ja mam to zapłacić? Po prostu jest ciężko, naprawdę bardzo ciężko… W ogóle człowiekowi nie chce się wyjść na ulicę, bo jak z dzieckiem wyjdzie, to zawsze dziecko coś zawoła, a ona jest jeszcze za malutka, żeby jej wytłumaczyć, że nie ma pieniążków. Ja bym musiała mieć pieniądze, żeby nawet jej tego lizaka kupić.

Często słyszę, że nie będzie ubóstwa i bezdomności, jak będzie u ludzi praca. Tak nie jest. Na ile utrata pracy jest jednym z elementów powodujących utratę mieszkania, na tyle odzyskanie pracy nie gwarantuje wyjścia ze statusu bezdomności. Jestem przykładem: mam pracę, ale nie mam mieszkania.

Niepewność jutra i osamotnienie

Najgorsze jest to, że człowiek nie czuje tej perspektywy. Nie potrafi sobie wyobrazić, że będzie lepiej, a z drugiej strony boi się myśleć, że będzie cały czas tak samo. Chciałby po prostu polepszyć status, żeby nie było gorzej. Nie jest może za słodko, ale nie jest może najgorzej, ale z drugiej strony zatrzymać się na tym, gdzie się teraz jest, w takim życiu z dnia na dzień, to też jest ciężko.

Ja w tej chwili mam córkę, która jest w drugiej klasie liceum ogólnokształcącego i ja na przykład nie wiem, co będzie dalej. Nie wiem, co będzie, jak ona skończy tą szkołę i nie wiem, czy mnie będzie stać, żeby ona dalej kontynuowała naukę, bo po tym ogólniaku to co ona praktycznie ma? Nic, ogólne wykształcenie. Nie wiem, jaki jej kierunek podpowiedzieć, żeby ona obrała. Dzisiaj jest potrzeba na jakiś zawód, a za jakiś czas może być potrzeba na inny zawód. Dzisiaj jest taki boom na te studia techniczne, a za jakiś czas może być inaczej. Tak jak kiedyś był wielki boom na informatyków i co druga osoba studiowała informatykę. Syn także w tym roku kończy gimnazjum, nie wiem, gdzie on w ogóle do szkoły pójdzie i czy jakiś zawód po tej szkole dostanie. To jest takie przerażające. Człowiek nie wie, co będzie jutro. Brak pewności. Strach przed tym, co przyniesie jutrzejszy dzień.

To, co już usłyszeliśmy. Nie ma sensu powtarzać. Tak samo boję się, co przyniesie jutro. Tak samo ukończyłam administrację i myślałam, że będę miała pracę, stałą pracę. Dostałam się na staż. Mieli przedłużyć i nie przedłużyli. Stwierdzili, że BHP, mało behapowców. Też poszłam. Skończę i nie będzie gdzie iść, bo przede mną już ukończyli. Strach. Człowiek się uczy dalej i coś chce zrobić, ale i tak w punkcie stoi.

A najgorsze jest, że nie ma się tej pomocnej duszy, która by ci pomogła, nie? Żeby się podnieść, żeby mówiła: „słuchaj, dobra, wiem jak źle masz, wiem jak jest, miesiąc możesz u mnie, może jakąś pracę znajdziesz, czy coś, pomogę ci”. Ale to jest najgorsze, że widzisz, że własna twoja rodzina odwraca się do ciebie plecami, że nikt ci nie chce pomóc. To skoro rodzina ci nie chce pomóc, to dlaczego my narzekamy na rząd, nie? Że rząd nam nie pomaga. Bo taka jest prawda.

Gdy człowiek traci fundusze, traci masę znajomych, prawda? No, pomału jakoś wykruszają się znajomi, przestaje dzwonić telefon, przestają pojawiać się zaproszenia na jakieś tam wspólne wyjścia, spotkania…; Jest mniejsza ilość znajomych, mniejsza ilość zaproszeń, człowiek schodzi na boczny tor. A najbardziej boli to, że kiedyś wielu osobom pomagałam, pomagałam, bo nigdy nie wiadomo, co może kogo spotkać. Natomiast jak wyszło, że ja potrzebuję pomocy, to nikogo nie ma. Wszystko się urywa.

Gorsze traktowanie

Tak, tak, mam doświadczenie, akurat mam dziecko, które jest w drugiej klasie podstawówki, w tym roku idzie do komunii i jest nas parę takich matek w klasie, gdzie żyjemy z pomocy społecznej, to nasze dzieci są inaczej traktowane. Inne dzieci: „Ty pięknie czytasz, ty pięknie to, ty już tak nie bardzo”. Przychodzi moje dziecko do domu, ma czytankę do przeczytania. Przychodzi na drugi dzień: 3+. I to dziecko w drugiej klasie w podstawówce! Albo coś tam i ona z jedynką przychodzi. Mówię: „O Matko Święta, i to się na dzieciach odbija!”

Problemy z pomocą

Dwa lata temu chciałam kupić regał małemu no i napisałam do MOPS-u, bo mały szedł do szkoły i mówię musi mieć biurko żeby jedno na drugie nie czekało. Napisałam do MOPS-u to MOPS mi odpisał, że takie rzeczy, mam tyle pieniędzy, obliczyli mnie, że mam cztery tysiące z moją wypłatą i mogę sobie biurko na raty kupić [...] tylko, że jak ja zaniosłam rachunki z jednego miesiąca, to ja wydałam na samą Olę, zmieniali jej leki, bo po jednych spała po drugich drgawki dostawała i zaniosłam i wydałam na leki 920 złotych, to w MOPS-ie pani przeczytała to wszystko i mówi wie pani co? Jakby tak pani napisała podanie i te rachunki opisać, to może by Pani dostała częściowy zwrot za to. Ja mówię wie pani co, ja się nachodzę, napiszę a oni mi dadzą 50 złotych albo 100 złotych. Pomocy żadnej nie ma.

Ja uważam, że to jest w moim interesie żebym to ja zapewniła im wszystko. Mam czy nie mam, wezmę na raty, kupię, trochę mi PFRON dopomoże, bo on przeważnie pomoże. Chociaż teraz, w tym roku jest taka sytuacja, że chciałam dla chłopca maszynę do pisania i wie pani co żebym dostała dla niego? Bo nigdy dla niego nic nie dostanę, bo jestem jedynym opiekunem, wniosek jest na mnie, a ja już brałam na córkę dwa lata temu. Gdybym miała męża i mąż by złożył wniosek na niego to on by dostał, a że ja nie mam męża, to mi system odrzuca [...] Jak będą mieli po 18 lat, to on i ona mogą napisać i oboje dostaną. Jakie to jest prawo? No nie wiem tak z ośrodków, też nigdy nie miałam takiego, nikt mi lekarza nie załatwił. Wszędzie sobie musiałam sama jechać i załatwić.

Ja już mam dosyć tego chodzenia szczerze mówiąc, tego wszystkiego, że chce mi się płakać, o nic nie można się doprosić, wszystkim łaskę wszędzie robią, jak do tej opieki chodzę jak nie mogę się o nic doprosić, świstków papierów każe mi nakserować, naprzynosić, później połowa jest niepotrzebna.

Szkoła na tym etapie mało interesuje się losem. Każdy z nas zgrywa twardziela i nie daje wchodzić z butami do swojego życia. Lepiej gryźć się z tym samemu niż pokazać komuś swoje słabości. Raz jedna dziewczyna poszła tylko, nasza serdeczna pani pedagog wszystko opowiedziała jakiejś nauczycielce, ta innej i tak dalej, aż w końcu dziewczyna musiała zmienić szkołę, bo nie mogła znieść poniżenia. Prawda jest taka, że szkoła zaczyna się wtedy martwić, jak stanie się tragedia, jak kogoś pobiją, jak ktoś popełni samobójstwo, wtedy zaczynają myśleć. A najlepsze jest zawsze to, że nikt nie widział, żeby dana osoba miała jakieś problemy, wtedy każdy obmywa ręce.

Pomagają, robią czasem paczki z rzeczami, jedzeniem i czymś jeszcze. Ale tak to każdy ma swoje sprawy na głowie. Zaczynają pomagać, nie wiedzą, o czym mówią i wtedy udają, że człowiek jest niechętny do współpracy i gadają w koło, że stawiam opory i nie ma sensu. Prawda jest taka, że to mają w d… i szybko się zniechęcają.

Jeśli chodzi o pomoc, no to wiadomo, obiad dostanę, jakieś stypendium socjalne mi załatwili i od czasu do czas wezwą mnie na rozmowę albo do dyrektora, albo pedagoga. Ale specjalnie to się jakoś nie starają. Myślę, że sami nie dają sobie z tym radę, dlatego szybko odpuszczają… Teraz, to oni tak już robią, żeby mnie tylko wypchnąć do następnej klasy. Mają już dość. Nauczyciele się boją, bo nie dam se na głowę wejść….

Oni też szybko chcą się nas wszystkich pozbyć. Są tam wypaleni zawodowo nauczyciele, oczywiście nie wszyscy. Wielu z góry zakłada, że i tak niczego się nie nauczymy, więc po najniższej linii oporu idą nam na rękę.

Rodzice

Moi rodzice potrafią sobie dużo wypić. Dużo krzywdy zrobili mi i mojemu rodzeństwu, piją i koniec, innego wyjścia nie ma, nie przetłumaczysz. Oni nie piją tak na okrągło cały czas. To ciągnie się przez tydzień czasu, potem mają przerwą jakąś dłuższą, z parą miesięcy, potem to się znowu powtarza i tak jest w kółko Macieja przez te wszystkie lata. Bardziej kochałam i kocham do tej pory ojca, bo mama, ona to jest mało ważna praktycznie, bardziej jestem za tatą, gdyby nie moja mama (która pije), gdybym była sama z ojcem, to miałabym lepsze życie niż z matką. Ją tam mało co interesowało, raczej ojciec tam więcej taki troszeczkę rygor trzymał, jeśli było wszystko w porządku bez pijaństwa, to praktycznie on się zajmował całą rodziną. Gdyby nie mama, to by wszystko było w porządku, ale to wszystko doprowadza właśnie mama. On raczej może dlatego to robi (pije), bo widzi, że mama wpadła w taki dołek i on twierdzi, że jak wypije to on wszystko zapomina, całe te po prostu zmartwienia.

Ja nie pamiętam nic, co by mnie w jakikolwiek sposób nastawiało pozytywnie do niego [ojca], myśmy się nigdy nie umieli dogadać. Może powiedział parę rzeczy za dużo, które mi zostały, których nigdy nie zapomnę, bo ja miałam wtedy 10 czy 12 łat, obrzucał mnie epitetami najgorszymi, mało rozmawialiśmy, jeśli rozmawialiśmy, to się kłóciliśmy, na ostro przeważnie, nigdy nie był specjalnie zainteresowany tym, czy mam co jeść, czy mam co założyć na siebie, czy jestem zdrowa. Pamiętam, jak zdawałam egzaminy do liceum i przyszłam do domu, nie zapytał czy zdałam, nawet głowy nie podniósł znad krzyżówki, nie przytulił, nie doradził, nie pokierował nigdy w życiu, w życiu nie był na wywiadówce, nigdy nie wiedział jakie mamy oceny, nigdy nie zajrzał nam nawet do zeszytów, nigdy nie zapytał czy odrobione lekcje, nic go w sumie nie interesowało, tak mniej więcej wyglądały nasze stosunki.

Jak podstawówką kończyłam, to byłam w pogotowiu opiekuńczym ze względu na rodziców, tam to już w ogóle się załamałam psychicznie i fizycznie, każdego dnia, dzień w dzień płakałam, bo chciałam do domu wrócić, chociaż ten dom był nie za bardzo ciekawy, ale wołałam być w domu niż tam w pogotowiu.

Moja córka była u mojej mamy chyba przez trzy lata dopóki nie poszła do przedszkola, bo mój mąż się nad nią wyżywał, bił ją, ona dużo sikała na tle nerwowym, potem w szpitalu się leczyła, wyzywał ją nieraz po prostu, ja się z nim kłóciłam to jeszcze mi przylał za nią, jak broniłam i to nie było rady, mama ją zabrała.

Problemy z pracą

Człowiekowi się nic nie chce, ja jestem taka załamana, że mi się nic nie chce kompletnie, ja potrafię całymi tygodniami z domu nie wychodzić, tylko teraz słucham radia i czytam ogłoszenia w prasie. Też prasę raz w tygodniu się kupuje, bo nie stać codziennie, tylko w radiu słucham te ogłoszenia o pracę dzwonię. To jest absolutnie bezsensowna sprawa. Tutaj gdzie wydzwaniam, to jest dużo takich spraw gdzie oszukują. Chodzę do takich prywaciarzy, pytam o jakąś pracę chałupniczą ogłoszenie dawałam przez telefon do radia, że poszukuję pracy jakiejś chałupniczej, ale nic takiego nie ma. Ja już nie widzę w ogóle żadnej przyszłości, żadnej nadziei, tak żyję z dnia na dzień, aby dzisiaj było coś zjeść i jutro, a dalej już wcale nie myślę. Mam 51 lat, a czuje się jakbym miała 70.

Córka bardzo długo nie mogła znaleźć pracy, źle wygląda, bardzo źle, nerwowa taka jest, jak była redukcja w zakładach, bo skończyła szkołę pończoszniczą, no to zwolniono ją i miała kłopoty ze znalezieniem pracy, i w tej chwili to już ma 54 lata, to już nie może dostać pracy dlatego poszła tutaj do centrum kultury i tutaj po prostu sprząta i ona sobie nie może darować tego, że ona musi sprzątać, ma dwoje dzieci, w taką nerwicę wpadła, że ja jej nie poznaję, ona krzyczy teraz, jakaś taka chaotyczna się zrobiła, ja nie wiem co to będzie dalej, jest chora, ja widzę, że jest nerwowo chora.

Chodzę i szukam pracy i naprawdę nie ma, bo gdzie człowiek idzie i spyta o prace to oni: ile pani ma lat, ja na to 42, no to słyszę dziękuję, nie ma, chętnie bym chciała gdzieś iść do pracy, ale nie chcą mi dać pracy, bo mam za dużo lat. Dlatego, że mam za dużo lat…. Teraz tylko do trzydziestego piątego roku życia są wolne etaty w tym zawodzie, więc ja w swoim wieku już teraz mogę sobie tylko pomarzyć o takiej pracy, nie ma żadnych ale to żadnych nadziei, że mogę znaleźć tę pracę, po prostu jestem już w takim wieku… Szukam pracy, ale nie ma. Nie chcą mi dać pracy, bo mam za dużo lat…Jak usłyszał, że mam 45 lat to zaczął się śmiać. To jest niemożliwością, żeby on mnie przyjął do pracy, proszę panią my potrzebujemy ludzi młodych….

Byłam wykorzystywana przez szefa, on mnie zarejestrował jako uczennicę a pracowałam na całym etacie, normalnie byłam na stanowisku przez 8 godzin i do tego wymyślał sobie Bóg wie jakie manka, że dwóch tysięcy nie ma, czy tego nie ma i co ja dostawałam, bardzo marne grosze dostawałam miesięcznie, tyle ile wytrzymałam, a już później zrezygnowałam, no bo za takie grosze pracować….

Gdy dziecko skończyło pół roku, to mnie do pracy wysłali [Urząd Pracy], Dali mi pracę, no to pojechałam, to mnie nie chcieli, bo za małe dziecko jeszcze było, pojechałam do nich z powrotem, dałam im ten papierek, że dziecko jest jeszcze za małe, że nie chcą mnie przyjąć, to dali mi drugą pracę, do drugiej pojechałam to chcieli mnie zatrudnić tylko, że to było za daleko, a nie miał kto mi dzieckiem się zająć, mama chora, nawet teraz boję się zostawić ją z dzieckiem, bo jak atak [epilepsji] dostanie… Po prostu nikt mnie nie chce przyjąć, bo mam małe dziecko, o to chodzi, dzieckiem miałby się kto zająć, bo moja mama, ale po prostu nie chcą, po prostu za małe dziecko, ja się dowiadywałam…

Mieszkania socjalne

Lokale socjalne to są lokale o najniższym standardzie, były wybudowane najtańszym kosztem jak najszybciej. Nie ma tutaj centralnego ogrzewania, bo w takich lokalach nie robiono. Robiono natomiast kominy, piecyki, żeby można było ogrzewać węglem. Odkąd ja tu mieszkam kominy są niedrożne i nie ma w tych mieszkaniach już dawno piecyków, bo to były pustostany, więc piecyki dawno były pokradzione i nikt tutaj już nie pali węglem. Poza tym tu nie ma gdzie tego węgla przechowywać, bo piwnice nie nadają się do użytku a jak ktoś ma małe mieszkanko 20 metrów i mieszka w nim kilka osób to trudno, żeby w tym mieszkaniu trzymał jeszcze węgiel na zimę. Tak, zimą za elektryczne ogrzewanie to mi rachunek za prąd wzrastał czterokrotnie. No właśnie ze względu na to, że to są mieszkania o niższym standardzie to nie powinny być liczone takie duże czynsze.

Cytaty pochodzą z kilku książek i raportów, w których opisywano wyniki badań jakościowych nad ubóstwem w Polsce

E. Tarkowska (red.) Dyskursy ubóstwa i wykluczenia społecznego, IFiS PAN, Warszawa 2013.

J. Sokołowska, Młodzi wykluczeni w świetle badań biograficznych, w: A.M. Kłonkowska, M. Szulc (red.) Społecznie wykluczeni. Niewygodni, nienormatywni, nieprzystosowani, nieadekwatni, Uniwersytet Gdański, Gdańsk 2013.

M. Potoczna, W. Warzywoda-Kruszyńska, Kobiety z łódzkich enklaw biedy. Bieda w cyklu życia i międzypokoleniowym przekazie, Uniwersytet Łódzki, Łódź 2009.

Czy Milenijne Cele Rozwojowe miały wpływ na poprawę sytuacji osób doświadczających ubóstwa mieszkaniowego w Polsce? Badanie uczestniczące ATD, 2013.